Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PERYSKOP dnia codziennego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PERYSKOP dnia codziennego. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2014

Mmmmmmmmmm.........

„W życiu pada wiele pytań, na które czekolada przynosi odpowiedź.”

~ Nigella Lawson
 Polecam : 3,46 minuty z Marcello 


aga

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

The child-driven education



Wściekałam się na samą myśl, że moje dziecko odrabiając zadanie korzysta z Google, a nie z podręcznika...

Polecam wystąpienie SUAGATA MITRA na temat jego eksperymentu z samodzielnym uczeniem się.

Czwarty filmik na poniższej stronie.







sobota, 8 czerwca 2013

ROZWÓD CYWILIZOWANY CZYLI JAK ZADBAĆ O BYŁĄ NIUNIĘ

Kiedy mam chwilę i szukam czegoś ciekawego w sieci, czasem znajduję jakieś naprawdę fajne tematy.
Często pod wybranymi artykułami czytam też komentarze ludzi, które jak sami wiecie nieraz śmieszą albo zaskakują...
Postanowiłam, że jeśli znajdę coś ciekawego umieszczę to na Kobietowni z etykietą Peryskop dnia codziennego, aby każdy kto tu zagląda mógł przeczytać jakąś ciekawostkę ;-)
Pomysł zaczerpnęłam z  Twitter'a, który zresztą ma całkiem sporo zwolenników.
Być może i u nas pojawią się jakieś komentarze z których wyniknie ciekawa dyskusja ?
Zobaczymy.
Wczoraj dowiedziałam się z mediów o rozwodzie Państwa Putinów. Zaintrygowana postacią Ludmiły Aleksandrowny Putiny powzięłam więc temat.


Chętnych odsyłam pod linki:


Zobaczcie ile informacji o żonie Putina znajdziecie na Wikipedii

www.natemat.pl - artykuł pt." W cieniu swojego męża"

A tutaj cytuję komentarz pozostawiony na wiadomościach onetu pod artykułem zatytuowanym "Putin rozwodzi się z żoną po 30 latach małżeństwa" :

niejaki J.S.B. napisał:


"~J.S.B. : Dużo słyszałem o babskich podchodach i intrygach podczas rozwodu, dlatego żeby uniknąć tych przykrości i eskalacji kosztów powiedziałem swojej prawniczce, że chcę szybkiego rozwodu i godzę się na orzeczenie go z mojej winy. Postanowiłem się jednak zemścić na żonie w inny sposób. Niemalże z dnia na dzień zlikwidowałem prowadzoną przez siebie działalność gospodarczą i zarejestrowałem się na bezrobociu. Sprzedałem samochód, spłaciłem kredyt na niego, polikwidowałem wszystkie moje karty kredytowe, anulowałem ubezpieczenie na życie i inne zobowiązania finansowe, a pozostawiłem niespłacone jedynie te długi i zobowiązania finansowe, które miałem zaciągnięte wspólnie z żoną. Chodziło głównie o mieszkanie i trochę kredytów konsumenckich na sprzęty domowe. Oczywiście przestałem spłacać te kredyty (raty były spłacane z mojego konta, ale je zlikwidowałem). Żona dowiedziała się o tym z poślizgiem czasowym, gdy już mieliśmy podpisaną ugodę, że ona przejmuje mieszkanie. Idiotka myślała, że będę spłacał raty za mieszkanie w formie alimentów. A tu klops: nie ma z czego. Mieszkanie jest zabezpieczaniem kredytu, więc niunia będzie musiała się pogodzić z tym, że wyleci z niego na zbity pysk. Sędzina pytała mnie podczas rozprawy rozwodowej, dlaczego zlikwidowałem działalność: a jaj jej na to, że z powodu depresji rozwodowej i że już nie mam serca do zarabiania pieniędzy. Pytała mnie, czy mam zamiar podjąć jakąś pracę. A ja na to: że nigdy nigdzie nie pracowałem i że żadna firma nie zatrudni 40-letniego faceta bez żadnego doświadczenia zawodowego (działalność gospodarcza to nie doświadczenie zawodowe - wiem, olśniła mnie co do tego urzędniczka w urzędzie pracy). To co pan ma zamiar zrobić ze swoim życiem? Nic - wszak mam depresję. Biegły potwierdził, że jestem kompletnie dysfunkcjonalny i nie nadaję się do pracy zawodowej, dopóki nie przejdę jakiejś terapii. W rezultacie sąd nie zasądził żadnych alimentów, jedynie przepisanie całego wspólnego majątku na żonę. Pozostała jeszcze kwestia syna: przepisałem na niego notarialnie mieszkanie po rodzicach z zastrzeżeniem, że darowizna wejdzie w życie w momencie osiągnięcia przez niego pełnoletności. Do tego czasu cały czynsz z mieszkania ma być przelewany w formie darowizny na specjalny fundusz powierniczy, z którego syn będzie mógł skorzystać, jak pójdzie na studia. Umowa notarialna została tak sporządzona, żeby żona nie miała żadnego dostępu do tych pieniędzy ani nie mogła zamieszkać w tym mieszkaniu. Mieszkanie to stanowi zabezpieczenie roszczeń alimentacyjnych mojego syna względem mnie, dlatego jest nie do ruszenia przez moich wierzycieli, w tym banki i moją ex-żonę."




Pozdrawiam

Aga



niedziela, 23 grudnia 2012

Świąteczne drzewka - KONKURS

Nawiązując do mojego poprzedniego posta proponuję, abyście znalazły chwilę czasu, by pstryknąć fotkę swojej choinki lub też innej, przy której spędzacie Święta.
Wysyłajcie zdjęcia na adres:

kobietownia@gmail.com


Każda choina jest inna. Każda ma swój klimat.
Niektóre chylą się na prawo ;-) a inne nie.
Ogłaszam więc konkurs!!!
Zdjęcia można przesyłać do 5-ego stycznia 2013 roku.
10 stycznia zostanie ogłoszony zwycięzca. Autor(ka) najlepszego drzewka otrzyma bilet od KOBIETOWNI i pojedzie z nami w styczniu na spektakl ;-)

Pozdrawiam!

Aga

Oto konkursowe choinki:

1. "Na bogato" - choinka Eweliny, Mariusza, Mileny i Maksa



Na prawo las ...

Jutro Wigilia.
Wypadałoby ubrać choinkę.
Od kiedy mieszkamy na swoim mamy żywe drzewko.
Zawsze "taszczyłam" je sama. Ubierałam je w moje wymarzone słomkowe ozdoby, szklane bombki w kształcie aniołów.
Cieszyłam się, pięknym zapachem.
W tym roku moi mężczyźni postanowili wyręczyć mnie z tego pięknego zwyczaju.
Pojechali po choinkę, a mnie zostały przedświąteczne porządki.
Taka niby nowa tradycja...
"Niech będzie" - pomyślałam.
I tak prędzej posprzątam kiedy ich nie będzie w domu.
Włączyłam kolędy i zabrałam się do roboty.
Panowie przytaszczyli drzewko po paru godzinach. W donicy.
Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak, bo drzewko chyliło się na prawo.
Michał stwierdził, że to wina supła pod donicą, bo choina była otulona siatką.
Zabraliśmy się do jej ściągnięcia.
Drzewko nadal zawija na prawo, a donica pęka od ziemi...
Przypatruje się jej dokładnie i widzę, że taki jej urok ;-)
Taka wyrosła! Na prawo!
Krzywa choina... Tego jeszcze nie mieliśmy.
Stwierdziliśmy, że to wina donicy. Taka wypukła od spodu.
Dlatego nasza "zielona" się kiwa.
Nic to. Przełożyliśmy drzewko to wiadra. Nawet nie widać, że to wiadro.
Szary kolor. Może być.
Całkiem jak donica. Ustawiliśmy drzewko tak by zniwelować krzywizny. Zasypaliśmy ziemią by się trzymało.
Udało się! Prawie jak prosta.
Patrzę tak sobie na naszą choinkę i stwierdzam, że zamiast jednego czubka ma cztery....
Skorygowałam to ostrymi nożycami ;-)
Zabrałam się za strojenie, ponieważ Panów temat przestał "obowiązywać" ...


Obiecałam sobie kiedyś, że na mojej choince będą wyjątkowe ozdoby.
Są więc drewniane anioły, piękne  ptaszki, słomkowo - ludowe gwiazdy i bombki... Prawie każda jest inna. Szklane, w kształcie aniołów, ręcznie malowane, gwiazda z blachy z decoupage'owym aniołem i inne błyskotki.
Nie jedna z nich jest prezentem. Więc są dla mnie  ważne.
Wiele z nich przypomina mi o różnych osobach.












Poszliśmy do Kościoła. Potem do mojej siostry.
W radosnym nastroju wróciliśmy do domu.
Weszłam do dużego pokoju, by położyć prezent dla rodziców i...
Usłyszałam, tylko trzask bombek...
Choina poleciała... Na prawo!
Okazało się, że jeden z Panów (którego imienia nie przytoczę z wiadomych przyczyn) podlał drzewko półtorej  litra wody, by nie zwiędło.
Na panele wylało się błotko. W niezwykle dużej ilości. Pachniało lasem. Niewątpliwie...
I wyglądało jak w lesie, ale po burzy.
Pośród błota leżały stłuczone bombki...
Wiaderko robiące za donicę - pękło.

Uffff...

Już jest ok.
Choinka stoi podparta o ścianę w pięknej donicy marki mop.
Przystrojona tym co się ostało i  udaje, że Święta mają swój urok ;-)
Nie wiem jak się tam trzyma. Wolę nie wiedzieć.
Mam nadzieję, że jest stabilna.
Ja zresztą już też.



Wszystkim naszym czytelniczkom i czytelnikom 
(bo słyszałam, że i ONI tu zaglądają) 
Życzę, aby te Święta przepełnione były zapachem 
lasu ;-), oraz wszelkimi smakowitymi potrawami.
Abyście w rodzinnym gronie doznali radości z bycia razem i aby nic, a nic nie zmąciło Waszego spokoju 
w ten czas. 
Czas radości, miłości i zrozumienia ;-)


ZDROWYCH , WESOŁYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT DLA WAS I WASZYCH BLISKICH.




Aga


P.S.

Ewentualna zbieżność imion w tym poście jest oczywiście przypadkowa ;-)

Zapach lasu miesza się u nas z goździkami w pomarańczach.

środa, 5 grudnia 2012

"Dorastający" i Św. Mikołaj

Każdy z nas pamięta jak co roku znajdował pod poduszką coś dobrego.
Często Mikołaj wręczał nam prezenty osobiście, w przedszkolu lub w domu.
Piękne czasy ;-)
Teraz kiedy z okazji mikołajek kupuje się gadżety elektroniczne lub lalki Monster High wydaje się, że to już nie to samo...
Wiem, że czasy się zmieniają... Wiem... Inne zapotrzebowanie.
Dziś mój "Dorastający" wybierał prezent mikołajkowy dla  kolegi z klasy.
Kupił super extra gadżeciarski notes z Empiku i długopis .


Sama bym taki chciała Mikołaju!

Zaczęła się pogawędka na temat mikołajek.
Dorastający oczywiście pamięta przeżycia związane z tym zwyczajem. 
Pisanie listów, prezenty, zabawy z Mikołajem, zdjęcia...
Mimo tego, że od paru dobrych lat wie kto robił te prezenty to dziś usłyszałam od niego po cichu:
" Wiedziałem, że prezenty są od Was, ale zawsze wierzyłem w Św. Mikołaja."
Uśmiechnęłam się, a on dodał: " Tego z Laponii. I to się nie zmieniło".
Zrobiłam wielkie oczy ;-)
To piękna sprawa móc oglądać jak dziecko dorasta. Być przy nim.
Wspierać go. Widzieć jak się zmienia.
Jeszcze piękniej jest, kiedy uświadomimy sobie to, że mimo tego dorastania
w każdym z nas od "małego", pozostaje małe ziarenko wiary w marzenia, które ofiarowali nam kiedyś rodzice.
Niech wierzy! pomyślałam sobie. Może kiedyś spełni się jego marzenie i kiedy będzie podróżował odwiedzi Mikołaja w Laponii? A co!

Cieszmy się mikołajkami. Oglądajmy uśmiechnięte buzie dzieci. Oby trwało to jak najdłużej, bo to piękny zwyczaj.



dwanaście lat temu


Aga

P.S.

Mojemu małemu kiedyś mikołajkowi za niedługo zacznie rosnąć prawdziwa broda...
Śpieszcie się więc mamuśki! Róbcie fotki, a potem ocierajcie łzy ;-)


poniedziałek, 3 grudnia 2012

Decoupage'owe raczkowanie

Długo zabierałam się za pierwszą rzecz, ale w końcu, w weekend postanowiłam "rozkminić" te wyklejanki.
Decoupage to nic innego jak technika ozdabiania przedmiotów z : drewna, szkła, metalu, plastiku lub ceramiki.
Klasyczny decoupage polega na przyklejeniu wyciętego wzoru z papieru lub serwetki i pokryciu go kilkoma warstwami lakieru tak, aby "wtopił" się w tło dekorowanego przedmiotu.

Zaczęłam od książki, którą dostałam na urodziny i którą polecam osobom zainteresowanym tą techniką.


Myślę, że udział w jakichś warsztatach decoupage'owych byłby dobrym pomysłem, ale ja bazowałam raczej na książce i własnej intuicji.
Uznałam, że metoda prób i błędów to najlepsza droga do sukcesu ;-)

W prezentowanej  książce znajdziecie nie tylko różne techniki zdobienia, ale przede wszystkim materiały potrzebne do tworzenia decoupagu.
Sprawdziłam więc i...
Okazuje się, że tak jak we wszystkim i tutaj można znaleźć tańsze zamienniki.



Okazało się, że efekt całkiem fajny, a jak na pierwsze klejenie obyło się bez stresu, że zmarnuję całkiem drogie materiały.
Niestety popełniłam błąd na samym początku, bo nie zrobiłam zdjęcia ławeczki przed tym zanim się za nią "zabrałam". Tego niestety cofnąć się nie da, więc przedstawiam zdjęcia już w trakcie pracy.
Ławka kupiona została w IKEA za marne grosze.
Surowe drewno - dobry materiał  do pierwszego decoupagu.

Przedmiot został na początku pomalowany białą farbą akrylową.
Pozostawiony do całkowitego wyschnięcia, a później delikatnie potraktowany kostką papieru ściernego w celu wygładzenia farby.
Tutaj też popełniłam mały błąd, ponieważ uznałam, że dobrze będzie poprzecierać brzegi deseczek.
Nie było to dobre posunięcie. Marny efekt. Ale...co tam ;-)
Zabieram się za wycinanie kwiatów z serwetek.

Na "pierwszy raz" wybrałam serwetki z dosyć dużymi motywami.

Wycinam małymi nożyczkami motywy kwiatów.

Rozdzielam warstwy serwetki. Kolorową część będę przyklejać do ławki.

Pokrywam klejem miejsce na deseczce, a później na aplikacji i zostawiam do całkowitego wchłonięcia.
Klej jest biały, ale po czasie robi się przeźroczysty.
Czekam jeden dzień.


Pokrywam całość lakierem.



Po wyschnięciu ścieram delikatnie kostką papieru
ściernego i ponownie kładę lakier.

Końcowy efekt jest taki:


Może któraś z Was bawi się tą techniką?
Chętnie nawiążę kontakt, bo wiele pracy przede mną ;-)

Pozdrawiam i zapraszam już niedługo na choinkowe ozdoby z masy solnej udekorowane przez maluszki ;-)

Aga




niedziela, 18 listopada 2012

MOŻE GOFFRa dla Pani?




Nawet nie wiedziałam, że w Gliwicach odbywa się taka impreza gdzie swoje filmy prezentują niezależni twórcy kina z całej Polski.
Pomysł na GOFFR narodził się osiem lat temu wśród członków GTW.
GTW to organizacja powstała z inicjatywy harcerzy 19 Gliwickiej Drużyny Harcerskiej i liderów Nieformalnej Grupy "SPORTIVA", oraz byłych członków Gliwickiego KLubu Filmowego WROTA.
Promują kulturę na terenie Gliwic i organizują różne imprezy z nią związane.
Festiwal Filmowy GOFFR cieszy się wielką popularnością wśród widzów. 
Podobno w nieistniejącym już Kinie "X" nie pomieściły się kiedyś wszystkie chętne do obejrzenia filmów osoby.
Wybieram się 24 listopada w sobotę do Kina Amok - Scena Bajka na bloki filmów  konkursowych.
Jeszcze nie wiem czy dam radę zobaczyć wszystko, ale na pewno się pojawię. 

Może jest ktoś chętny?

I blok od godz. 16.00 (wstęp wolny )

17.30 rozmowa z Jury, przerwa kawowa

II blok od godz. 18.00 (wstęp wolny )

wręczenie nagród

20.30 pokaz filmów górskich (wstęp 15 zł.) 

To ostatnie interesuje mnie najbardziej, ponieważ jest to pokaz najlepszych filmów z Przeglądu Filmów Lądek Zdrój. 
Jest to impreza, która gromadzi fanów gór.
Jedna z najstarszych imprez tego typu, więc z całą pewnością będzie ciekawie.

Jury konkursu:


A tu jeszcze niespodzianka dla fanów muzyki.
Dzień wcześniej, czyli 23 listopada wystąpi Tomek Lipiński - polski muzyk rockowy.
Jego koncert odbędzie się w Rocka Music Club (Rynek ) .
Bilety 20/25 zł do kupienia w kawiarence IGLO oraz w sklepie GABBA (GCH).

Życzę wszystkim miłego tygodnia i zapraszam już niedługo na relację z tegorocznego GOFFRa ;-)

Aga

P.S.


Na dowód tego, iż interesuję się filmem wrzucam fotę autorstwa kolegi z pracy, który przyłapał mnie i koleżankę w samym środku Mercur w Knurowie ;-)









sobota, 10 listopada 2012

Tak se myśla...

Tak se myśla, co by tukej dzisioj naszkrobać. Cosik innego, ale tysz co by było rychtik ciekawe. I nic mi innego nie przyłazi do gowy, ino tyn nosz Górny Ślonsk.
Miejsce w kierym żyjemy, wychowujemy nasze pociechy. Tukej momy robota i swoje zwyczaje.
Momy swoja gwara kiero nie przez wszystkich jest rozumiano i niestety, ale już coroz czyńści zapominano.
Momy trocha inkszo kultura, język. Gwara momy tako że jest wziynte  troszka z niemieckiego i trocha z czeskiego.
Niekierzy z nas mają tu swoje rodziny z dziada, pradziada. Inni zaś tukej sie urodzili, ale ich rodzice abo dziadkowie przijechali  kedyś z innych regionów Polski.
Nie godom, że kaj indziyj jest inakszej, ale mom takie poczucie, że u nas trzymomy się fest z rodzinom.
Godo sie że " z rodzinom najlepij sie wyglondo na zdjynciu". Jo tak se myśla, że u nos nie ino na zdjenciu, ale i na co dziyń. Nie obchodzymy imienin chyba, że to jest Barbara. No, ale to  każdy wiy czamu. Górnicy u nas są wszyndzie. Prawie w każdej rodzinie je jakiś górnik co robi na dole.
Robjymy za to urodziny. I wtedy zjeżdżo sie cało rodzina. I jest bardzo wesoło.
Rychtik srogie urodziny robi się jak kieryś mo Abrahama czyli jak sie kończy 50 lot.
Momy też swoje inne zwyczaje kierych pilnie przestrzegomy.
Ino u nas przed weselem tucze się szkło przed drzwiamy dziołchy kiero mo się wydować. Jest to przeważnie w piontek przed ślubem. Tucze się tak dugo, aż panna młodo wylezie ze kołoczem i gorzołą.
Fest ważny jest u nas Kościół, bo Ślonzocy są bardzo pobożni. W niekierych Kościołach łazi się jeszcze na tzw. ofiara. Wciepuje się wtedy datki do koszyka, abo skrzinki kiero jest na środku przed ołtarzem abo za nim. Jak jest odprawiano msza św. za kogoś to na ofiara idzie najpierwyj rodzina, sąsiedzi, a potem znajomi.
Jak jest Wigilia Bożego Narodzenia to musowo momy na stole dwanoście potraw, a w nich moczka i makówki. Prezynty przynosi wtedy pod choinka Dzieciątko, a Mikołaj przyłazi ino 6 grudnia ;-)
Do starszych godo się na "Wy" przez szacunek.
Dzieci kiere idą piyrwszy roz do szkoły dostowają tyta. Czyli tzw. róg obwitości wypełniony wszelakimi słodyczami.
Niekiere chopy hodują jeszcze gołębie, kanarki, abo papugi.
Fajnie sie żyje na ślonsku. Rychtik fajnie. Tak se myśla czamu tera niekierzy ludzie wstydzom sie tyj gwary.
Moja rodzina cało jest ze Ślonska. Jak my były małymi dziołszkami to sie w szkole mówiło, a w doma godało.
I nic mi sie nie myliło. Ino kedyś, chyba w trzecij klasie jak Pani nom zrobiła dyktando to nie rozumiałach czamu jo dostała sztyry a nie pjyńć.
Poszłach do dom i sie dowiedziałach, że nie pisze się zygor, a zegar.

Tak se myśla, że Wy to wszystko wiycie, ale jakby się tak zdarzyło, że czyto to jaki chop, abo baba co na ślonsku żyją, a  nie pochodzą tukej z tych stron to ciekawo żech jest, czy ktoś cosik, aby zrozumioł z tego co jo to napisała.
Szukałach dzisioj jakichś fajnych stron po ślonsku i napotkałach na tako strona o pewnym fojermonie, kiery już jest na penzyji, ale leje woda tera w internecie. Łobejrzyjcie sie jak mu to wychodzi.

Fojerman


Drugo strona kiero mi sie fest podobo to taki ślonski dizajn. Najbardziej podobo mi sie tako taszka na maszkety. CUDO!
Patrzcie i podziwiejcie!


Dobra... To ida kulać kluski, bo jutro niedziela i trza co by tradycji stało sie zadość.
A w piontek i tak bydzie żur ;-)




Herb Województwa Śląskiego przedstawio złotego orła Piastów górnośląskich bez korony, łobroconego w prawo, na modrym tle.



Agnyszka




niedziela, 28 października 2012

Kiedy żyjemy...


Już koniec października. Jak ten czas szybko leci. Za moment 1 listopada...
Muszę zrobić porządek na grobie. To już tyle lat od kiedy nie ma Jej z nami...
Każdy z nas pewnie ma kogoś bliskiego na cmentarzu, a jeśli nie, to jest szczęściarzem.
W każdym razie listopad to taki miesiąc w którym przynajmniej większość z nas chodzi na cmentarz częściej niż zwykle. Znowu się poryczę przy niejednym grobie.

Michał mówi, że jestem jak Urban, bo płacze z byle powodu.
Jak widzę reportaż o domu dziecka – płaczę, kiedy słyszę piosenkę, która przypomina mi dawne czasy - mam łzy w oczach, jak jestem dumna z mojego dziecka – znowu ukradkiem wycieram łzy.
Nie, żebym szlochała, ale oczy to mi się szklą.
Urban podobno płacze na telenowelach. Każdemu wolno ;-)

Wracając do tego listopada. Oprócz tego, że w tym miesiącu moja mama i Anka mają urodziny to nic wesołego się nie dzieje. Tak już jest z tym miesiącem.
Krok do Bożego Narodzenia, a tak jakoś smutno.
Wspominamy więc tych wszystkich, których znaliśmy, kochaliśmy, lubiliśmy 
i tak się zastanawiam, dlaczego zapominamy w ciągu życia jak ważni dla nas są inni.
Wiem. Znowu ten pęd.
Praca, dom, dziecko z przedszkola, zakupy, wywiadówka,lekarze...
Gdyby doba miała co najmniej 48 godzin może dałoby się radę.
Zawsze można na coś zwalić.
Tylko potem tak smutno. Kiedy stoimy nad grobem w tym dniu i podczas modlitwy wspominamy tego człowieka. Mamy nierzadko wyrzuty sumienia.

Za późno.

Trzeba pomyśleć o tym teraz.

Kiedy żyjemy...


Aga

„Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości.”
Jim Morrison





środa, 24 października 2012


PRZYJACIELE ... jak dobrze ich mieć!

Tak sobie myślę, że moje życie wyglądałoby strasznie ponuro bez moich przyjaciół.
Bez ludzi, którym tak wiele zawdzięczam. Nie byłabym tym kim jestem gdyby nie ONI.
A wszystko zaczęło się w podstawówce (S.P. nr 7 ) gdzie w latach osiemdziesiątych zaczęła się nasza wielka przygoda - harcerstwo.
To właśnie tamte czasy ukształtowały nasze charaktery. Nauczyliśmy się odpowiedzialności oraz budowania przyjaźni, która przetrwała do dziś 
i nie zapowiada się (na całe szczęście ) by było kiedyś inaczej.
Wszyscy założyliśmy rodziny. W większości jesteśmy rodzicami. 
Każdy z nas miał na swojej drodze niejeden tor przeszkód do pokonania, ale wszyscy dali radę.
I to jest motywacją do dalszego działania. By pięknie żyć!
W dzisiejszych czasach kiedy każdy zabiegany od rana do nocy próbuje podopinać wszystkie swoje sprawy  i logując się na Facebook'u   dowiaduje się co słychać u znajomych i przyjaciół.
Dlatego my utrzymujemy naszą przyjaźń w realu ;-)
Spotykamy się, dzwonimy i dzielimy się naszymi radościami  i troskami.
Mimo tego, że nie jesteśmy rodziną nasze dzieci mają przyszywanych wujków i ciocie, z którymi mają całkiem fajne relacje.
Przeżywaliśmy razem narodziny każdego naszego dzieciaka: Konrada, Anię, Tymona i Antka. Czekamy z nadzieją, że grono się powiększy 
(Do boju Kooojakiii ;-)  )
We wrześniu tego roku wpadłam na pomysł, aby moje "este-ąte" urodziny hucznie uczcić z wszystkimi tymi ludźmi, którzy zajmują 
w moim życiu bardzo ważne miejsce.
Impreza odbyła się w stylu lat osiemdziesiątych.
6 października nasze czterdziestometrowe mieszkanie zamieniło się na jeden wieczór w domówkę z tamtych lat.
W moim lokum znalazły się piękne zasłony i firany z tamtych lat, obrusy, serwetki, szklanki w zapomnianych koszyczkach, syfon, cukiernica, a nawet łyżeczki aluminiowe i parę sztuk "porcelany" z napisem "Społem".
Wszyscy goście ubrani przebojowo przybyli w sobotę by razem ze mną świętować .
Przy muzyce Madonny, Perfectu, Lady Pank, Tiny Turner i wielu wielu innych ukazywały się nam coraz to nowsze talenty taneczne.
Jedzenie smakowało, a kolorofony migały w rytm muzyki. Piwo "Odrzut z eksportu" skończyło się bardzo szybko. Ratowała nas Żytnia.
"Szklana pogoda! Szyby niebieskie od telewizorów!" śpiewali wszyscy na cały głos.
Impreza trwała do białego rana. Goście przed wyjściem na stojąco odśpiewali Autobiografię, a policja nie zapukała do drzwi ;-)
Dziękuję Wam wszystkim za super zabawę! Mimo tego, że jeszcze nie mam konta na Facebook'u:

Lubię to !

Osobiste podziękowania:

*Mojej wspaniałej mamie za ciasta, sałatkę, leczo i wiarę w pomysł,
*Kochanej siostrze Ewelinie (vel Blondyna ) oraz szwagrowi Mariuszowi za: ciasto, goździki, papier toaletowy na sznurku oraz kiełbasę w gazecie,
*Przyjacielowi Witkowi i jego żonie Anetce za stworzenie wspaniałej playlisty przebojów oraz za użyczenie widelców,
*Basi i Robertowi za nóżki w galarecie, boski tatar i niestrudzoną cierpliwość w przedpremierowych tańcach,
*Ani i Markowi za pomysły i zaangażowanie w przygotowaniach oraz przede wszystkim za przybycie (przy okazji podziękowanie dla dziadków za opiekę nad maluchami ),
*Ani i Krystianowi za to, że mimo wszystko jesteście ze mną. Krystian gdyby nie Ty wszyscy myśleliby, że kolorofony są zepsute! Dzięki!
*Elżuni za świetną zabawę oraz specjalny przyjazd z Ustronia,
*Kojakowi za to, że mimo świeżo upieczonej funkcji potrafił uzyskać zgodę na przyjście bez małżonki, oraz dla Agi która takiej zgody udzieliła ;-),
*Kasi za to, że mimo całej rozchorowanej rodzinki  zrobiła mi przyjemność i przyszła na chwileczkę oraz Krzysiowi, który mimo zapalenia oskrzeli wyrywał się podobno z łóżka. Dziękuję Wam również za stylowe zasłony i unikatową cukiernicę!,
*Tomkowi (vel Giulietta) za super taniec i kultowy dres z kreszu,
*Oli za serwetki, zasłony, łyżeczki aluminiowe, oryginalny zeszyt z opowiadaniami z tamtych lat oraz kolorofony,
*Mai za cudne klipsy,
*Małgosi i Marzenie za płyty,śliczne szolki, szare mydło i kryształy,
*Sławkowi za specjalnie nagrane kasety magnetofonowe i tabliczkę przypominającą o tym jak ważny jest nasz Zakład Pracy,
*Cioci Małgosi za prawdziwy, przepyszny tort, którego smak od lat nie zmienił się nic a nic,
*Kasi Pankiewicz za fryzurę i makijaż,
*Sąsiadom za cierpliwość,

oraz mojemu Michałowi za wieeelką miłość i  udowadnianie całemu światu, że można żyć z taką wariatką!

Aga

Dla ciekawych foto:






oraz namiastka muzyki:

http://www.youtube.com/watch?v=aLEhh_XpJ-0








Polecany post

NOWE ŻYCIE SZACHOWNICY

Jaskinia Szachownica Fundacja Speleologia Polska angażuje się w wiele pożytecznych projektów. Jednym z nich jest dokumentacja jaskini...